- Megan -
Obudziłam się na swoim łóżku. Leżałam odwrotnie i z poduszką
na głowie. Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju. Za mną leżał chłopak w
samych slipach. Momentalnie zeskoczyłam z łóżka i powstrzymywałam się od
krzyku. Podeszłam do drzwi omijając śpiącego nieznajomego szerokim łukiem.
Otworzyłam je cicho i wystawiłam głowę za próg. Rozejrzałam się po holu. Nikogo
tam nie było, każdy jeszcze spał. Wykorzystując to, że jeszcze nikt się nie
obudził postanowiłam obudzić chłopaka i jak najszybciej wygonić go z domu.
Podniosłam poduszkę, która leżała na podłodze i rzuciłam w niego. Nieznajomy
tylko poruszył się lekko i nadal spał.
- No to są chyba jakieś żarty.. – powiedziałam pod nosem. Złapałam się za głowę po czym wyjrzałam przez okno zastanawiając się co mogę zrobić.
Po chwili namysłu, odwróciłam się na pięcie i podeszłam do komody na której stała woda gazowana. Odkręciłam ją tak głośno jak się dało, pogniotłam ją tak mocno jak się dało, ale nadal nic go nie obudziło.
- No to są chyba jakieś żarty.. – powiedziałam pod nosem. Złapałam się za głowę po czym wyjrzałam przez okno zastanawiając się co mogę zrobić.
Po chwili namysłu, odwróciłam się na pięcie i podeszłam do komody na której stała woda gazowana. Odkręciłam ją tak głośno jak się dało, pogniotłam ją tak mocno jak się dało, ale nadal nic go nie obudziło.
W końcu zdecydowałam się podejść do
chłopaka i wylać mu całe dwa litry wody na głowę. Zerwał się jak szalony a jego
wzrok momentalnie znalazł się na mnie.
- Laska, co ty robisz?! – krzyknął. Moja mina była wtedy nie do opisania. Byłam zdenerwowana i czułam się niekomfortowo stojąc przed nim w samej bieliźnie.
- Laska, co ty robisz?! – krzyknął. Moja mina była wtedy nie do opisania. Byłam zdenerwowana i czułam się niekomfortowo stojąc przed nim w samej bieliźnie.
- To chyba ja powinnam zapytać co robisz w moim łóżku idioto. – jego wzrok po tym jak rozejrzał się po pomieszczeniu był bezcenny.
- Dobra słuchaj mu… - moją wypowiedź przerwało pukanie do drzwi. Panicznie popchnęłam go na łóżko i rzuciłam na niego poduszkę. Podeszłam do drzwi, ale zdecydowałam, że za nic ich nie otworzę.
- Kto tam? – zapytałam nieśmiało po czym przyłożyłam ucho do drzwi.
- Megan, schodź na dół. Śniadanie zaraz będzie gotowe. – powiedziała mama melodyjnym głosem. Oparłam się o drzwi i złapałam za włosy.
- Em.. zaraz zejdę. Daj mi piętnaście minut. – odpowiedziałam. Dosłuchiwałam się kroków mamy, która wracała do kuchni. Podbiegłam do łóżka i chwyciłam poduszkę, którą rzuciłam na chłopaka.
- Posłuchaj mnie uważnie. Bierzesz swoje rzeczy i wychodzisz stąd oknem, rozumiesz? – mówiłam poważnym tonem.
- Ale, ale ja nie wiem gdzie są moje rzeczy.. – powiedział równocześnie rozglądając się po pokoju. Zrobiłam parę kroków w tył.
- To nie jest mój problem, wypad. – pociągnęłam go za włosy i odprowadziłam do okna.
- Jak niby mam stąd zejść? – spojrzał na mnie jak na idiotkę. Otworzyłam okno i pokazałam mu rynnę, która znajdowała się po prawej stronie od mojego okna.
- Usiądź tu. – Wskazałam parapet. – A następnie złap się rynny. – dokończyłam. Chłopak usiadł i jeszcze raz się do mnie odwrócił.
- Nie dam rady. – powiedział zmartwiony.
- Jezu jak mogłam spać z takim tchórzem? - zapytałam samą siebie. Chłopak spojrzał na mnie srogo.
Po chwili namysłu podałam mu swoją ulubioną miękką poduszkę.
- Po co mi to? – zapytał zdziwiony. Nie chciałam mu odpowiadać. Bez większego pożegnania wypchnęłam go z okna. Wychyliłam głowę i widziałam tylko wygrzebującego się z żywopłotu chłopaka.
- Ugh, jaka ja jestem wredna. – zaśmiałam się pod nosem po czym zamknęłam okno.
Sprzątanie pokoju zajęło mi dłuższą chwilę, a ułożenie włosów jeszcze więcej czasu. W końcu udało mi się wyjść z pokoju i usiąść przy stole z rodziną.
- Więc jak się wczoraj bawiłaś słonko? – zapytał ojciec. Musiałam coś szybko wymyślić, bo nic nie pamiętam.
- No wiesz tato, było fajnie.. Jak to na urodzinach. – odpowiedziałam mu krótko. Wzrok mojego brata przeszywał mnie całą. On dobrze wie jak było, w końcu on też kiedyś to przeżywał.
Po śniadaniu wróciłam do swojego pokoju i zaczęłam poszukiwania swojego telefonu komórkowego. Nigdzie nie mogłam go znaleźć, szukałam wszędzie. Pod biurkiem, pod łóżkiem. Wszędzie. Nawet w tych zakamarkach swojego pokoju o których wiedziałam tylko ja. Nagle usłyszałam mamę wołającą mnie na dół. Szybko zbiegłam po schodach i podążyłam do salonu.
- Co tam? – zapytałam. Kobieta wyciągnęła dłoń z telefonem stacjonarnym w moim kierunku. Odebrałam od niej telefon i przyłożyłam go do ucha.
- Halo? – powiedziałam nieśmiało.
- Jesteś Megan? Megan Lovengood? – spytał nieznajomy. Po głosie poznałam, że to mężczyzna.
- Tak, to ja. – odpowiedziałam bez zastanowienia. – Kim jesteś? – zapytałam.
- Dowiesz się jak odbierzesz ode mnie swój telefon, kiedy i gdzie możesz się spotkać? – zapytał nieznajomy. Odwróciłam się i uśmiechnęłam się sztucznie do mamy, po czym pokazałam jej dłonią znak by wyszła z pokoju.
- Zaraz, jak to się stało, że masz mój telefon? - zapytałam zdenerwowana.
- Wczoraj lekko zaszaleliśmy, no i chyba go u mnie zostawiłaś. Sam nie jestem pewien bo przed chwilą się obudziłem. – odpowiedział. – To ponawiam pytanie. Gdzie możesz się spotkać? – dodał znudzony.
- Możesz za godzinę w Central Parku? – zapytałam marszcząc czoło.
- Tak, jasne. Bądź przy stawie. – odpowiedział i się rozłączył.
Godzinę i piętnaście minut później.
Wyszłam z domu i szybko złapałam taksówkę. Powiedziałam żeby zawiózł mnie jak najszybciej do Central Parku bo i tak już jestem spóźniona. Na mieście było pełno korków, minęło kolejne półgodziny zanim dostałam się na miejsce. Spokojnym już krokiem zaczęłam iść w kierunku stawu, co chwile się rozglądałam.
- Meg! – usłyszałam krzyk z oddali. Odwróciłam się i zobaczyłam nieziemsko przystojnego bruneta z długimi włosami. Zaczęłam iść w jego stronę.
- Jesteś przystojny, ale nigdy więcej nie mów do mnie Meg kochany. – uśmiechnęłam się przyjaźnie po czym spojrzałam w jego śliczne oczy.
- Nie ma sprawy księżniczko – zaśmiał się po czym wyciągnął z kieszeni mój telefon i podał mi go.
- Ciekawa galeria, no i ładne masz ciało.. – kontynuował. Spojrzałam na niego zirytowana.
- Świnia.. – odpowiedziałam, po czym odwróciłam się. Chciałam już wracać do taksówki, ale on złapał mnie za ramię.
- No chyba mnie tutaj tak nie zostawisz? – uśmiechnął się do mnie. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Po chwili się zaśmiałam.
- W takim razie, co mam zrobić? – spojrzałam na niego i poprawiłam włosy.
- No pomyślałem, że pójdziesz ze mną na jakiś lunch czy coś.. – odpowiedział po czym puścił mi oczko.
- Ale ja Cię nawet nie znam.. – odpowiedziałam. Przecież i tak poszła bym z nim bez tej informacji..
- Jestem Harry. Harry Styles. – wziął moją dłoń i ją pocałował. Zaczęłam się śmiać.
- Hm.. romantyk.. – powiedziałam z uśmiechem na ustach.
– Dobrze zgadzam się – kiwnęłam głową.
- Ale zobacz tylko jak ja wyglądam.. Muszę się przebrać – spojrzałam na swój strój. Torebka ze starego sezonu, podarte jeansy. Ale Harremu i tak się podobało bo mało się nie ślinił.
- To kiedy i gdzie mam po Ciebie przyjechać? – spojrzał na mnie.
- Dwudziesta. Down Street 18. – odpowiedziałam po czym odkręciłam się na pięcie i powędrowałam do taksówki.
- Harry -
Przez całą drogę do auta na mojej twarzy utrzymywał się uśmiech. Wsiadłem i zacząłem jechać do swojego domu. Nagle w aucie zaczął rozlegać się dźwięk dzwonka. Kliknąłem na mały ekranik i odebrałem.
- Słucham? – powiedziałem jednocześnie patrząc uważnie na drogę.
- Harry, gdzie Ty do cholery jesteś?! – krzyknęła Annie.
- Kochanie, jadę do rodziców. Wysłałem Ci sms’a. Nie doszedł? – zapytałem. Na mojej twarzy był nadal duży uśmiech.
- Nie doszedł, wrócisz jutro? – zapytała. Po jej głosie można było wyczuć, że była zmartwiona.
- Postaram się, muszę kończyć, są bardzo duże korki. – powiedziałem po czym się rozłączyłem.
Kliknąłem by zablokować ekran i rozkoszowałem się dalszą jazdą na pustej drodze.
Gdy dotarłem do domu, ekspresowo wziąłem prysznic i ubrałem białą koszulę. Nie zapinałem guzików, bo wiedziałem, że tak będę wyglądał bardziej seksownie. Użyłem swoich ulubionych perfum, które wabią dziewczyny i wyszedłem z domu. Wszedłem do garażu, wybrałem swoje najładniejsze auto – Nissana S Cargo i ruszyłem po Megan. Gdy zajechałem pod jej dom, musiałem chwilę poczekać, tak jak wtedy w parku. Chwilę później zza drzwi wyszła dziewczyna ubrana w krótką czarną sukienkę i wysokie szpilki. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Dziewczyna wsiadła do auta i uśmiechnęła się do mnie.
- Czy tej sukienki nie miałaś na sobie wczoraj? – spojrzałem na nią.
- O nie! Zauważyłeś! – zaczęła się śmiać. Miała piękny uśmiech.
- Nie szkodzi, wyglądasz przepięknie. – spojrzałem jej w oczy po czym ruszyłem w stronę restauracji.
_______
Rozdział czekał na opublikowanie już parę dni (: Tak jak mówiłem, 31 lipca - 1 rozdział. Więc proszę :)
Pamiętajcie komentarz motywuje! Nie mogę tu za wiele powiedzieć bo wszystko się rozkręca, no ale niebawem zacznie się dziać.
Miłego dnia :)