czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 1

- Megan -

Obudziłam się na swoim łóżku. Leżałam odwrotnie i z poduszką na głowie. Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju. Za mną leżał chłopak w samych slipach. Momentalnie zeskoczyłam z łóżka i powstrzymywałam się od krzyku. Podeszłam do drzwi omijając śpiącego nieznajomego szerokim łukiem. Otworzyłam je cicho i wystawiłam głowę za próg. Rozejrzałam się po holu. Nikogo tam nie było, każdy jeszcze spał. Wykorzystując to, że jeszcze nikt się nie obudził postanowiłam obudzić chłopaka i jak najszybciej wygonić go z domu. Podniosłam poduszkę, która leżała na podłodze i rzuciłam w niego. Nieznajomy tylko poruszył się lekko i nadal spał.

- No to są chyba jakieś żarty.. – powiedziałam pod nosem. Złapałam się za głowę po czym wyjrzałam przez okno zastanawiając się co mogę zrobić.

 Po chwili namysłu, odwróciłam się na pięcie i podeszłam do komody na której stała woda gazowana. Odkręciłam ją tak głośno jak się dało, pogniotłam ją tak mocno jak się dało, ale nadal nic go nie obudziło.
W końcu zdecydowałam się podejść do chłopaka i wylać mu całe dwa litry wody na głowę. Zerwał się jak szalony a jego wzrok momentalnie znalazł się na mnie.

- Laska, co ty robisz?! – krzyknął. Moja mina była wtedy nie do opisania. Byłam zdenerwowana i czułam się niekomfortowo stojąc przed nim w samej bieliźnie.

- To chyba ja powinnam zapytać co robisz w moim łóżku idioto. – jego wzrok po tym jak rozejrzał się po pomieszczeniu był bezcenny.

- Dobra słuchaj mu… - moją wypowiedź przerwało pukanie do drzwi. Panicznie popchnęłam go na łóżko i rzuciłam na niego poduszkę. Podeszłam do drzwi, ale zdecydowałam, że za nic ich nie otworzę.
- Kto tam? – zapytałam nieśmiało po czym przyłożyłam ucho do drzwi.

- Megan, schodź na dół. Śniadanie zaraz będzie gotowe. – powiedziała mama melodyjnym głosem. Oparłam się o drzwi i złapałam za włosy.

- Em.. zaraz zejdę. Daj mi piętnaście minut. – odpowiedziałam. Dosłuchiwałam się kroków mamy, która wracała do kuchni.  Podbiegłam do łóżka i chwyciłam poduszkę, którą rzuciłam na chłopaka.

- Posłuchaj mnie uważnie. Bierzesz swoje rzeczy i wychodzisz stąd oknem, rozumiesz? – mówiłam poważnym tonem.

- Ale, ale ja nie wiem gdzie są moje rzeczy.. – powiedział równocześnie rozglądając się po pokoju. Zrobiłam parę kroków w tył.

- To nie jest mój problem, wypad. – pociągnęłam go za włosy i odprowadziłam do okna.

- Jak niby mam stąd zejść? – spojrzał na mnie jak na idiotkę. Otworzyłam okno i pokazałam mu rynnę, która znajdowała się po prawej stronie od mojego okna.

- Usiądź tu. – Wskazałam parapet. – A następnie złap się rynny. – dokończyłam. Chłopak usiadł i jeszcze raz się do mnie odwrócił.

- Nie dam rady. – powiedział zmartwiony.

- Jezu jak mogłam spać z takim tchórzem? - zapytałam samą siebie. Chłopak spojrzał na mnie srogo.

Po chwili namysłu podałam mu swoją ulubioną miękką poduszkę.

- Po co mi to? – zapytał zdziwiony. Nie chciałam mu odpowiadać. Bez większego pożegnania wypchnęłam go z okna. Wychyliłam głowę i widziałam tylko wygrzebującego się z żywopłotu chłopaka.

- Ugh, jaka ja jestem wredna. – zaśmiałam się pod nosem po czym zamknęłam okno.



Sprzątanie pokoju zajęło mi dłuższą chwilę, a ułożenie włosów jeszcze więcej czasu. W końcu udało mi się wyjść z pokoju i usiąść przy stole z rodziną.

- Więc jak się wczoraj bawiłaś słonko? – zapytał ojciec. Musiałam coś szybko wymyślić, bo nic nie pamiętam.

- No wiesz tato, było fajnie.. Jak to na urodzinach. – odpowiedziałam mu krótko. Wzrok mojego brata przeszywał mnie całą. On dobrze wie jak było, w końcu on też kiedyś to przeżywał.

Po śniadaniu wróciłam do swojego pokoju i zaczęłam poszukiwania swojego telefonu komórkowego. Nigdzie nie mogłam go znaleźć, szukałam wszędzie. Pod biurkiem, pod łóżkiem. Wszędzie. Nawet w tych zakamarkach swojego pokoju o których wiedziałam tylko ja. Nagle usłyszałam mamę wołającą mnie na dół. Szybko zbiegłam po schodach i podążyłam do salonu.

- Co tam? – zapytałam. Kobieta wyciągnęła dłoń z telefonem stacjonarnym w moim kierunku. Odebrałam od niej telefon i przyłożyłam go do ucha.

- Halo? – powiedziałam nieśmiało.

- Jesteś Megan? Megan Lovengood? – spytał nieznajomy. Po głosie poznałam, że to mężczyzna.

- Tak, to ja. – odpowiedziałam bez zastanowienia. – Kim jesteś? – zapytałam.

- Dowiesz się jak odbierzesz ode mnie swój telefon, kiedy i gdzie możesz się spotkać? – zapytał nieznajomy. Odwróciłam się i uśmiechnęłam się sztucznie do mamy, po czym pokazałam jej dłonią znak by wyszła z pokoju.

- Zaraz, jak to się stało, że masz mój telefon?  - zapytałam zdenerwowana.

- Wczoraj lekko zaszaleliśmy, no i chyba go u mnie zostawiłaś. Sam nie jestem pewien bo przed chwilą się obudziłem. – odpowiedział. – To ponawiam pytanie. Gdzie możesz się spotkać? – dodał znudzony.

- Możesz za godzinę w Central Parku? – zapytałam marszcząc czoło.

- Tak, jasne. Bądź przy stawie. – odpowiedział i się rozłączył.


Godzinę i piętnaście minut później.

Wyszłam z domu i szybko złapałam taksówkę. Powiedziałam żeby zawiózł mnie jak najszybciej do Central Parku bo i tak już jestem spóźniona. Na mieście było pełno korków, minęło kolejne półgodziny zanim dostałam się na miejsce. Spokojnym już krokiem zaczęłam iść w kierunku stawu, co chwile się rozglądałam.

- Meg! – usłyszałam krzyk z oddali. Odwróciłam się i zobaczyłam nieziemsko przystojnego bruneta z długimi włosami. Zaczęłam iść w jego stronę.

- Jesteś przystojny, ale nigdy więcej nie mów do mnie Meg kochany. – uśmiechnęłam się przyjaźnie po czym spojrzałam w jego śliczne oczy.

- Nie ma sprawy księżniczko – zaśmiał się po czym wyciągnął z kieszeni mój telefon i podał mi go.
- Ciekawa galeria, no i ładne masz ciało.. – kontynuował. Spojrzałam na niego zirytowana.
- Świnia.. – odpowiedziałam, po czym odwróciłam się. Chciałam już wracać do taksówki, ale on złapał mnie za ramię.
- No chyba mnie tutaj tak nie zostawisz? – uśmiechnął się do mnie. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Po chwili się zaśmiałam.
- W takim razie, co mam zrobić? – spojrzałam na niego i poprawiłam włosy.

- No pomyślałem, że pójdziesz ze mną na jakiś lunch czy coś.. – odpowiedział po czym puścił mi oczko.

- Ale ja Cię nawet nie znam.. – odpowiedziałam. Przecież i tak poszła bym z nim bez tej informacji..
- Jestem Harry. Harry Styles. – wziął moją dłoń i ją pocałował. Zaczęłam się śmiać.

- Hm.. romantyk.. – powiedziałam z uśmiechem na ustach.

 – Dobrze zgadzam się – kiwnęłam głową.

- Ale zobacz tylko jak ja wyglądam.. Muszę się przebrać – spojrzałam na swój strój. Torebka ze starego sezonu, podarte jeansy. Ale Harremu i tak się podobało bo mało się nie ślinił.

- To kiedy i gdzie mam po Ciebie przyjechać? – spojrzał na mnie.

- Dwudziesta. Down Street 18. – odpowiedziałam po czym odkręciłam się na pięcie i powędrowałam do taksówki.





- Harry -



Przez całą drogę do auta na mojej twarzy utrzymywał się uśmiech. Wsiadłem i zacząłem jechać do swojego domu. Nagle w aucie zaczął rozlegać się dźwięk dzwonka. Kliknąłem na mały ekranik i odebrałem.

- Słucham? – powiedziałem jednocześnie patrząc uważnie na drogę.

- Harry, gdzie Ty do cholery jesteś?! – krzyknęła Annie.

- Kochanie, jadę do rodziców. Wysłałem Ci sms’a. Nie doszedł? – zapytałem. Na mojej twarzy był nadal duży uśmiech.

- Nie doszedł, wrócisz jutro? – zapytała. Po jej głosie można było wyczuć, że była zmartwiona.

- Postaram się, muszę kończyć, są bardzo duże korki. – powiedziałem po czym się rozłączyłem.

Kliknąłem by zablokować ekran i rozkoszowałem się dalszą jazdą na pustej drodze.

Gdy dotarłem do domu, ekspresowo wziąłem prysznic i ubrałem białą koszulę. Nie zapinałem guzików, bo wiedziałem, że tak będę wyglądał bardziej seksownie. Użyłem swoich ulubionych perfum, które wabią dziewczyny i wyszedłem z domu. Wszedłem do garażu, wybrałem swoje najładniejsze auto – Nissana S Cargo i ruszyłem po Megan. Gdy zajechałem pod jej dom, musiałem chwilę poczekać, tak jak wtedy w parku. Chwilę później zza drzwi wyszła dziewczyna ubrana w krótką czarną sukienkę i wysokie szpilki. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Dziewczyna wsiadła do auta i uśmiechnęła się do mnie.

- Czy tej sukienki nie miałaś na sobie wczoraj? – spojrzałem na nią.

- O nie! Zauważyłeś! – zaczęła się śmiać. Miała piękny uśmiech.

- Nie szkodzi, wyglądasz przepięknie. – spojrzałem jej w oczy po czym ruszyłem w stronę restauracji.


_______

Rozdział czekał na opublikowanie już parę dni (: Tak jak mówiłem, 31 lipca - 1 rozdział. Więc proszę :)
Pamiętajcie komentarz motywuje! Nie mogę tu za wiele powiedzieć bo wszystko się rozkręca, no ale niebawem zacznie się dziać.
Miłego dnia :)

8 komentarzy:

  1. Co ile dodawane będą rozdziały? (:
    PS. Rozdział fantastyczny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co 10 dni :) Wystarczy przeczytać informację po prawej stronie. Dziękuję.

      Usuń
  2. Hej :)
    Podobają mi sie charaktery bohaterów-to po pierwsze :D Niegrzeczny Harry :P
    Podoba mi się twój styl pisania- to po drugie :D a po trzecie to chcę trzeci rozdział xD
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie jestem wymagającą osobą. Szukałam czegoś... nie chce tu użyć słowa - lepszy, ale bardziej pasuje - intrygującego. Tak wszystko leci, jest niezwykle, pedantycznie nierealne. Masz prawo się rozwijać i konstruktywna opinia chyba powinna być dla Ciebie wytyczną, więc mam nadzieję, że nie obrazisz się na moje słowa. Może masz historie, zgraną fabułę, ale brakuje tego czegoś. Sytuacje są trochę dziwne, nawet ta nutka humoru nie jest ciekawa. Bo jak można tak się zachować? I w jaki sposób, ta dziewczyna wpakowała do swojego domu (gdzie mieszka z rodzicami!) obcego człowieka, a na dodatek w jak brutalny sposób go wypchnęła? To było mało przemyślane, właśnie przez Ciebie. Jedyna rzecz, która przykuwa, to niektóre wykazy postaci. Ich życiowe zależności i niedomogi - sytuacja Harry'ego. ;) Całość rozsypała mi się po kątach i nie czuje związku z tym, czyli - muszę to czytać! Mało opisów - brakuje dopełnień miedzy dialogami. Może niektórzy wolą dowiadywać się tylko planu, a barw już nie, nie wiem. Ja wolę czytać wszystko, a nie rozbity text. To nie dla mnie, przepraszam. Cieszę się, że masz czytelników. Piszesz dla nich i oni się liczą, prawda? Pisz, szkol się, rozwijaj, ale ja nie będę się w to angażować.
    Pozdrawiam. :) I przepraszam za słowa, które mogły by być źle zinterpretowane. W żadnym wypadku takiego nie miałam celu.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, wiem! Moim problemem są te opisy. Pracuję nad nimi, próbuję je rozwijać. I kiedyś będziesz ze mnie dumna! :)

      Usuń
  4. Czekam na rozdział juz długo! Błagam pisz!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy.

Tytuł

Layout by Mei [49144131]. Google Chrome, 1366x768.